raff blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

gwen

3 komentarzy

gwenstefani.com
znana jest juz data debiutu pierwszego solowego albumu gwen. plyta pojawi sie 11 pazdziernika 2004 i bedzie czyms niesamowitym (wg yahoo). na krazku goscinnie wystapia miedzy innymi missy elliott i outkast. plyta ma miec dosyc hip hopowa ‚dusze’. strona gwen wlasnie powstaje.

wiec czekam…

jeszcze chcialbym ustosunkowac sie do singla jc chasez ktory wyjdzie za jakis miesiac (all day long i dream about sex). no wiec, jest straszny!!! totalna masakra. na jego plycie jest przeciez tyle ciekawych utworow, ktore sa mocno inspirowane latami 80 i tamtejszymi wowczas gwiazdami. nie wiem dlaczego do publiki dostaje sie wlasnie ten mizerny utworek z podkladem z gier atari i beznadziejnym tekstem. bardzo nie ladnie panie dżejsi, ja czekalem na cos zupelnie innego…

p rt

8 komentarzy

off i go to the long awaited party in prozak. haba haba

apendix 28.8 >
tak tak. przemilo sie zrobilo. wczoraj jakos tak wszyscy mieli ‚lampke na impreze’. gorgonzola troszeczke mniej, bo bezalkoholowo po poprzedniej sobocie i jak sama przyznaje „jest ciezko bez piciu”, ania i agnieszka tez tak smutno, choc lans obowiazkowy, bo a noz… bart zjaral sie w egipcie przewsciekle, zazdrosc niemal mnie ogarnela… pewnie wydal wszystkie swoje egipskie funty na solarium ;) – tak tak, to napewno dlatego. fifi gwiazda ksiezniczka w bucikach kenzo i cala z’dieselowana nie przestrzega zalecen lekarza! – nie dziwie sie, ja tez chyba bym nie przezyl jednorazowego i brutalnego odciecia od niewielkich, malutenkich, tyci tycich dostaw promili, procentow i galonow. gabi promien i zasieg razenia miala ogromny, oczka z miloscia do wszystkich, mysle ze vinc skorzystal, super-gabi. kris milo sie wkrecil, dobre slimakosmakowe miesko, opiekowal sie przemila madonna dwadziescia lat temu i magda (ktorej dostal sie najmniejszy omlet), ktore mialy jazde na dreada i szweda. w prozaku poza tym duzo starych znajomych, calkiem milo. a w pazdzierniku wjazd mustangiem z rozowymi pluszowymi siedzeniami i bzdetami na lusterku i czarnymi paskami i zoltym kolorem pod wa, bilety na event w empiku.

efekt calej tej schadzki byl bardzo mily, wrocilem do domku, szałer, umylem jednego bucika bo byl przebrudny i teraz jem domowy rosolek z duzo-pieprzem

dzwonię do Sony Polska w Warszawie:
- dzień dobry, chciałbym dowiedzieć się jak mogę wysłac państwu mój zepsuty komputer VAIO, na który niestety nie mam już gwarancji, liczę się z tym że będę musial ponieść wszystkie koszty tej „zabawy”.
- niestety Sony Polska nie zajmuje się rozprowadzaniem i serwisem laptopów vaio WIĘC NIE BĘDĘ W STANIE PANU POMÓC W ŻADNEJ KWESTII.

ej, chwileczkę, halo. w żadnej kwestii?? czujecie?? zagotowałem się trochę.

Pozostało mi tylko zadzwonić do Sony w Niemczech. Dzięki Bogu mówili po angielsku. Po 15 minutowym „sprawdzaniu” okazało się że muszę go wysłać do Francji, oczywiście na mój koszt. SUPER.

zamówiłem kuriera DHL przez internet, po dwóch dniach dzwoni pani i mówi:
- bardzo przepraszam ale jesteśmy w trakcie łączenia się z firmą servisco i mamy straszny bałagan i pana ‚wniosek’ został skierowany do działu zajmującego się obsługą firm, czy mógłby pan wypełnić formularz na stronie jeszcze raz?

ok, powiedziałem pani miło że tak zrobię. nie zrobiłem…

dzisiaj telefon i pani mówi, że kurier będzie jutro i że oni nie mają pudełek, sam muszę opakować to, co wysyłam…

DRAMAT POLSKO, DRAMAT!!!!!!

i pani raczyła jeszcze wspomnieć że będzie mnie to kosztowało jedyne 830 zł + 40 zł za ubezpieczenie, DOSKONALE… a potem będę musiał zapłacić jeszcze za serwis, zepsute części i dostarczenie laptopa spowrotem…

Z RADOŚCIĄ W SERCU POLECAM WSZYSTKIM PRODUKTY FIRMY SONY I PRZESYŁKI KURIERSKIE DHL

polska polska… dzisiaj kupujac soczek, pani przede mna do ekspedientki: naleweczke proszem, ale tak do 4zl… hmmmm, musiala byc pyszszszszna…
dodatkowo godzina stania w banku, zeby wypelnic jeden malutenki druczek i zlozyc malutki tyci tyci podpis… jak slodko, a okienek zamknietych milion – otwarte jedno…
mimo wszystko przemilo byc w domu…
odpoczywam sobie, projektuje co-nieco i spotykam sie ze znajomymi nadrabiajac, co stracilem…
i south park i queer eye i preview joey’a non stop,
i butterfly effect nie jest taki zly jak mi sie wydawalo, ale za to medulla bjork srednia jest, a preview hotel costes 7 sept boskobossski

LET*S GO…

4 komentarzy

i konczy sie paryzowanie…

ostatnie godziny…
ale ostatnie dni byly swietne wprost.
przed samym wyjazdem wiaterek zbil waze w kuchni. marzenka sie ucieszy. ale rybka michela zyje. jeszcze.

:)

4 komentarzy

dzisiaj wieczorem idziemy sie bawic :) lalalalala

srednioladny dzien w paryzu wypadaloby wykorzystac na zobaczenie kanalu swietego marcina, na przyklad. puscic kilka kaczek… zrobic zdjecia i polezec na trawie, chociaz mokra. niestety dosiega mnie niemoc i lenistwo… mam nadzieje, ze w krotkim czasie sie zmobilizuje (ja, nie niemoc)…

na sniadanie pizza z oliwkami…

najpiekniejszy z najpiekniejszych.
nie wiem ale jakos tak jest dzisiaj cudnie..
moze dlmatego ze pijemy sobie wszystko po koleii z barku cioci, sluchamy ulubionych piosenek..
i rafal jest tak kochany, ze ja nawet nie umiem napisac jak.. pewnie pomysli, ze pisze tak dlatego, ze chce z nim butelke martini wypic..
to sa najpiekniejsze z takich najpiekniejszych wakacji.. mimo iz nie poznalismy w sumie zadnych wartosciowych francozow, bo raczej bylui ci mniej wartosciowi.
i tak jest rewelelacyjnie, pluca mnie bola, wykaszlalam swoje..
ten z 7 pietra ciagle nieodstepny, ale po tym martini zaraz tam zejde.

ile mozna pisac ze jest cudownie wspaniale i naj naj naj..
ze blue z glosnika, ze kieliszki obok.. ze az sie zaraz wzrusze ze jest wlasnie tak..

bardzo najpiekniejsze rozpoczecie olimpiady….

lzy w oczach (w pewnych momentach) mialem…

stadion olimpijski powala swa architektura i smukloscia…

niesamowite…

7me etage

11 komentarzy

ola zalewa sie zewnymi lzami…
oto dlaczego:
wracamy sobie ze spacerku po la defense bo padac zaczelo i zrobilo sie *wiejnie*. pod klatka z kodem stoi jakis mlody koleszka, ale ciezko zauwazyc kto to. dla bezpieczenstwa idziemy od strony wideofonu, wchodzimy. jak zawsze myle kod. wchodzimy do windy z ktorej wychodzi trzech kolesi… w tym jeden z nich – postac kluczowa dzisiejszej opowiesci…
cofnijmy sie dzien wczesniej…
wczoraj idziemy z ola do znajomego. wolamy winde. przyjezdza. w niej stoi mlody przystojny koles wygladajacy jak … hmm … pilkarz z ostrzyzona glowa… ola pada. nie widzi nic poza nim tego wieczora. zjezdzamy winda i koniec. do widzenia. lament.
powrot do dzisiaj…
panowie wychoda z windy i jeden z nich ten mlody sie zatrzymuje, obraca i mowi: bla bleu blu ble bleuu. ola milczy, wiec mi nie pozostaje powiedziec nic innego jak: je ne comprendre pas… parlez vous anglaise? koles lamana angielszczyzna ze swoimi dwoma kolegami probuja nam wytlumaczyc ze sa z 7ego a my z 8ego i ze zatrzasnely im sie klucze w domu i czy nie mogliby z naszego tarasu wskoczyc na swoj i wejsc do domu… my… bez namyslu, bo ola nagrzana… jasne, tak, tak. oczywiscie nasz bohater najmlodszy z nich po konsultacji ze starszyzna skacze i zalatwia sprawe… prawie, bo mlotek jeszcze bylo trzeba, poniewaz i drzwi i okna pozamykane i wybijac biedny musi. polowa sasiadow z naprzeciwleglego bloku wyglada w czasie wybijania i krzyczy cos po bleu bla blu… ja zrozumialem tylko *police* taaa… sprawa rozwiazana… 5 minut pozniej wraca najmlodszy i pieknie dziekuje oddajac mlotek z promienistym usmiechem… odchodzi, a ola umiera biedactwo… i teraz ryczy i ryczy biedna. bo boski byl tak blisko i ona jak mimoza… ach ide ja pocieszac. :(


  • RSS