raff blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2005

mmm

6 komentarzy

w powietrzu pachnie zagranicą. taki europejski ładny zapach. nie trzeba już wyjeżdżać nigdzie na wakacje. wszystko jest tu!

pozar1.jpg
pozar2.jpg
pozar3.jpg
pozar4.jpg
pozar5.jpg
pozar6.jpg
pozar7.jpg
pozar8.jpg

jestem zmęczony wszystkim, weekend nie wypalił i nie odstresowaliśmy się. dzisiejszy dzień to poprostu bieganina. mnie śpiewa michael bublé. dodałem go wam do mp3 (razem z dwoma elektroklaszami). tylko bardzo głośno daje taki efekt na jaki zasługuje. polecam całą płytę it’s time. już czas żebyście posłuchali.
a… i nowe zdjęcia w galerii.
buble.jpg

modul.jpg

kurde, nie pamiętam jak się nazywała ta pani z adaptera dziś. bulion mnie rozprasza. umrę na nadmiar soli w organizmie jak go zaraz nie odstawię. tak! jem bulion bo znalazłem, a co znajdę w tym domu, to moje. pani ma chyba na imię elżbieta i śpiewa jakby była siostrą piaf i płynęła barką po mississippi. poważnie. a bulion jem bo zupę gotuję. jeszcze nie wiem jaką. zobaczymy jak będzie smakowała, wtedy podam oficjalny komunikat. wiem że jest po 10, ale to zupa na jutro, poza tym na zupę nigdy nie jest za późno. tak właśnie odżywiają się biedni styrani pracą ludzie – gotują sobie na jutro. a tak na serio… strasznie mi się chce zupy pomidorowej z ryżem, takiej jak w przedszkolu, chyba nie jadłem już z pół roku. żeby tylko taka wyszła. gdzie moja magiczna różdżka? będzie ciężko bez dodawania pomidorów i ryżu i zaklęć magicznych. jesteśmy głeboko w meandrach kulinarnych mojej dzisiejszej zupy, a skoro tak, to pochwalę się że jest gotowana na mięsie na kotlety schabowe bo innego nie było. czy ja nie jestem przypadkiem strasznie zaradny? no to idę. zaraz dodam jakichś japońców na mp3, bo pościągało mi się ich troszeczkę. są pyszni. smacznego.

dzisiaj w biurze gwarno. leciał franek kimono z adaptera. jutro też chcę takie fajne baunsy. mogłoby być chałupy welcome to naprzykład albo majewska żeby była kobietą. winylom klasycznym jak najbardziej mówimy tak, znowu. ogłaszam je re-re-trendy (bo już były znowu trendy, a teraz są znowu-znowu). powoli przyswajam sobie kofeinę, dzisiaj cola na start i frappe na finisz (tona mleka żeby nie było czuć kawyłeeeeeee). muszę, bo mam dużo interesujących rzeczy w które chcę wkładać łapy i obliczyłem że optymalnie mogę spać 4h żeby sobie z tego wszystkiego korzystać un peut. idę dzieci.

a i czy to nie jest genialna zwrotka? :
I see you found my underground, help yourself to guns and ammo,
Nothing here has ever seen the light of day, I leave it in my head…

a i wczoraj ola dała mi banany w czekoladzie i ćmy i pająki i udowodniliśmy sobie że krzyżówki panoramiczne nie są dla nas (są dla idiotów).

dla dobra wszystkich nie napiszę dzisiaj nic. NIC.

dzisiaj dla odmiany było mega śmiesznie. maja dała czadu, super miło. wygląda na to że zaczynam pojmować niejasne dla mnie zasady cada, zerkając kolegom i koleżankom po fachu przez ramię. www.piotrgajewski.pl powstaje w siódmych potach, wersja beta beta beta beta będzie za jakiś czas na serwerze, narazie wisi stary lay.
specjalnie dla mon (ale nie koniecznie tylko dla mon): zrobiliśmy z mają mini sesję żeby pokazać ci ducha panującego w pracowni, jest bardzo fajnie, klimaty świetne.
masz tu jeszcze dwa filmiki:
>>> w pracowni
>>> u chinola
gajew1.jpg
gajew2.jpg
gajew3.jpg
gajew4.jpg
gajew5.jpg
gajew6.jpg

strasznie niefajny dzień. jakiś zajebisty burak wlepił mi mandat za parkowanie w strefie bez biletu. kretyn. jeszcze napisał że kontrola pięciokrotna. niech zdupcza (-50 zł). przyszedł rachunek za komórkę (-111 zł), gnoje, niby mega darmowych minut i dzwoń! dzwoń! taaa jasne. podupczony plus. na ludwika węgierskiego wycieli drzewo przy wjeździe, a ja szukałem ulicy z drzewem przy wjeździe i dojechałem na salwator, zajebiście ponownie. potem same jednokierunkowe i zakazy skrętu i poprostu trzysta lat wracałem szukać ulicy dalej. laptop raz się włącza, raz nie, super. ale mam chwyt na niego (taki od tyłu), więc nie jest totalnie bez nadziei. w biurze dzisiaj wdrożono mnie w tajniki projektu fortu w cadzie. siedem miliardów kresek i 3000 warstw. nikt nie wie o co chodzi, a ja na dodatek nie znam komend. jeszcze raz – zajebiście. ludzie na drodze jeżdżą jak ostatnie cioty, zatem troszeczke odstresowałem się trąbiąc. to było miłe. a teraz jem niedogotowane pierogi którymi mój brat mnie uraczył. przynajmniej nie muszę nic sam niedogotowywać. idę walnąć się przed tv, muszę to jakoś odreagować…

szzzzzzzzzzzzzzzzzzz szzzzzzzz szzzzzzzzzzz (przecinam wszystkich mieczem świetlnym na śmierć)

london2012.jpg


  • RSS