raff blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

sezon na jelenie, upierdliwców, wykładowców i studentów, aktorki, barmanów i niedojebanych brunetów uważam za otwarty. bez zbędnych skojarzeń, bez obciachu, bez cukru! nareszcie u zmierzchu września i świtu października życie znowu nabiera odpowiedniego tępa. wszystko dzieje się szybko i bez bólu. nie ma chwili na nudę, do stracenia i dla ciebie. 32 godzinne dniówki i 56 dni w miesiącu. grafik obłożony zajęciami, pracą, siłownią, szydełkowaniem, lepieniem bałwana, tańczeniem w rytm muzyki nie do rytmu. bardzo mi się to wszystko podoba… o tak!!!

‚no new e-mails’ słodko. są dwa typy notek którymi zapycham tego bloga: skrajnie osobiste, albo notki z wiedzy ogólnej. ostatnio te pierwsze wogóle się nie pojawiają. mówię o tych tych takich bardzo osobistych. zastanawiam się czy to ze strachu przed brakiem zrozumienia czy z przeświadczenia, że to i tak nie ma sensu. sam nie wiem. sęk w tym, że nadchodzi taki dziwny okres, czas w którym powinienem być i żyć na zdwojonych obrotach. wracam na uczelnię, do krakowa, pracuję, zaczynam poważnie myśleć o projekcie dyplomowym. wszystko to powinno dawać mi zastrzyk adrnaliny i chęci działania. jest odwrotnie. dawno nie czułem się taki nijaki. zaczynam zdawać sobie sprawę, że w życiu naprawdę może być ciężko. a przy okazji bardzo trudno uwierzyć mi w istnienie prawdziwej miłości. ludzie często nazywają tak partnerskie układy czy przyzwyczajenie, sami oszukują siebie, że to jest właśnie to. czy ja mam szukać partnerskiego układu? chyba podziękuję. no i docieramy tutaj do problemu ‚singli’. otóż prof. raff twierdzi, że problem ten istnieje w głowach singli tylko wtedy, gdy nimi są. zaraz po znalezieniu partnera problem znika. ludzie będący w lepszych czy gorszych związkach wogóle go nie dostrzegają i chyba nie zdają sobie sprawy jak źle może czasem być człowiekowi w takich okolicznościach. ‚nie pamięta wół, jak cielęciem był’ czy jakoś tak, sprawdza się tutaj doskonale. kto w pełni zmysłów będąc w zdrowym związku zajmuje się problemami ludzi samotnych? w sumie nie ma się czemu dziwić. ja pewnie postąpiłbym bardzo podobnie. i jeśli będzie mi to dane, tak właśnie się stanie. najgorsze jeszcze przed nami, czasy w których piękne i inteligentne kobiety oraz wartościowi mężczyźni żyją w samotności. czy każdy szuka księżniczki w wieży albo jeźdźca na białym koniu? chyba odnotowano już przypadki niedoczekania się. uwaga: jeśli ubierasz się w firanki lub koce i masz stado kotów i jesteś po 50 roku życia i lubisz rozmawiać ze sobą na ulicy, bez wątpienia mówię o tobie. ale z drugiej strony, czy ‚za wszelką cenę’ to dobra opcja? mam wrażenie że w naszym polskim społeczeństwie to bardzo częsty powód dla którego ludzie się łączą. zostaje to na nich wymuszone przez presję społeczeństwa. kończysz studia (jeśli Bozia daje taką możliwość) i zdajesz sobie sprawę, że masz ok 25 lat, a dookoła same pary i małżeństwa. wszyscy opowiadają sobie o ślubach i dzieciach i jak to było na lazurowym wybrzeżu podczas podróży poślubnej i jaka moja teściowa jest słodka bo gotuje mi zupy. obrzydliwe! na wszystko jest czas! tracisz 15 lat na dzieciństwo (mężczyźni dużo więcej, czasem całe życie, ale ja nie chcę o tym) potem może maksymalnie, przy dobrych wiatrach, 10 na intensywne i prawdziwe życie wśród ludzi podczas szkoły średniej i studiów (bardziej studiów, bo w szkole średniej są jeszcze klimaty zawiści rodem z podstawówki, które często spędzają sen z powiek niejednej nastolatce i nastolatkowi), i co? i potem kolejne 40 lat na życie w kredytach, problemach i bezterminowo przedłużanych umowach na związek partnerski. czy to jest dobra opcja? nie jestem wrogiem stabilizacji emocjonalnej czy materialnej dwojga kochających się ludzi, ale na zabawę w dorosłość jest czas grubo po trzydziestce. dwudziesto letnia mama z wózkiem? serio? naprawdę nie sądzę, by czerpała z życia to, co najlepsze. ludzie pomijają istotny okres swojego życia często nie zdając sobie sprawy, że on wogóle istnieje. a prawdziwa miłość może powstać właśnie wtedy, bez perspektywy związków i układów uzależniających ludzi od siebie. nie wiem czy doszedłem do sedna sprawy. mam nadzieję. czas ucieka, a ja biegnę. to tyle. dzisiaj nie chcę się już z wami dzielić żadnymi innymi refleksjami.

damien rice – the blower’s daughter

bardzo proszę nie cytować objętych prawami autorskimi tekstów mego autorstwa w prowincji ;P
idę oglądać dalej kontrolerów bo zobaczyłem 1/2 i się zachwyciłem połowicznie. koszlom sonkomolosz!!!

(wczoraj z samochodu wypadło mi pół podwozia, na drodze leżała część skrzyni biegów, układu wspomagania kierownicy, opadł silnik!!! rozwalając chłodnicę, wyciekł olej, zaczęło się dymić spod maski. a wszystko to wydarzyło się na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. potem pomoc drogowa i tyle. szkoda słów)

madonna_coad.jpg
singiel promujący: Hung Up (reżyseria klipu: david lachapelle)
MADONNA – CONFESSIONS ON A DANCEFLOOR
1. Hung Up
2. Get Together
3. Sorry
4. Future Lovers
5. I Love New York
6. Let It Will Be
7. Forbidden Love
8. Jump
9. How High
10. Isaac
11. Push
12. Like It Or Not

lachapelle

4 komentarzy

nareszcie namierzyłem wszystkie cztery tłuściutkie reklamy telefonów nokii, które wyreżyserował david lachapelle. dają po uszach i oczach maksymalnie. obejrzyjcie sobie, wrzucam je niżej.
nokia_capella.jpg nokia_collection.jpg
nokia_jinx.jpg nokia_troubadix.jpg

rob_ic.jpg
tripping absolutnie urzeka muzycznie i wizualnie. powrót z nową płytą w wielkim stylu. bomba.

grzane piwo!

5 komentarzy

pan w szaliku: – proszę grzane piwo.
raff: – wino?
pan w szaliku: – nie, piwo.
raff: – przepraszam, ale nie mamy grzanego piwa, jest wino.
pan w szaliku: – a jak grzejecie wino?
raff: – w mikrofalówce.
pan w szaliku: – to proszę zimne piwo i proszę podgrzać mi je w mikrofalówce.
raff: – niestety nie jest wystarczająco wysoka.
pan w szaliku: – ale proszę pana mnie boli gardło!
raff: – więc proponuję grzane wino albo herbatę malinową.
pan w szaliku: – ale ja chcę piwo!
raff: – przepraszam, ale podajemy tylko lane albo z butelki.
pan w szaliku: – ale ja chcę grzane!
raff: – ale nie mamy gdzie panu podgrzać
pan w szaliku: – a w garnku nie możecie?
raff: – proszę pana…

czujecie kolesia? mnie poprostu ręce opadają. kisia mowiła, że kiedyś była prawie identyczna sytuacja, tyle, że pan chciał kiełbasę z grilla:
- a nie może mi pani przejść gdzieś na rynek i kupić?

i to wszystko absolutnie serio, bez żartów
nareszcie trzy dni wolnego :)

powspominam sobie dwa ostatnie dni. głupie suki i suków z absurdalnymi zamówieniami. należy mi się.
4 dniowy maraton w pracy to nie maraton. 5 dni to maraton. wczoraj pokochałem pesto. nigdy nie jadłem bo byłem absolutnie na 100 procent pewien, że nie lubię. od teraz nie będę oceniał jedzonka po jednej próbie. wczoraj ogólnie było ciężko w pracy, zatem odstresowaliśmy się bawiąc się do 6 rano. wszystko byłoby zajebiście gdyby nie fakt że do pracy na 10 trzeba było stawić się z uśmiechem. było ciężko. ale kulminacja nastąpiła o 17:33 czyli teoretycznie 3 minuty po czasie. w dogrywce mego dnia pracy:
do baru podszedł pewien mega mega najebany pan i pod nosem mruknął:
- kawę poproszę tylko … (i tutaj było maksymalnie pod nosem więc nie zrozumiałem)
więc zapytałem: – czarną?
a pan pijackim głosem: – proszę pana, czy to, że powiedziałem: chcę kawę z mlekiem świadczy o tym że ma być czarna czy biała?
no więc ja dostałem lekkiego wkurwu, ale oczywiście jak zawsze uśmiech. robię tą jebaną białą, a pan: – tylko proszę się postarać!
a że ja jestem suka, jak ktoś jest suka, musiałem odpowiedzieć: – zawsze się staram!
pan: – no, ale czasem nie wychodzi.
ja: – proszę pana, mnie zawsze wychodzi.
i poczułem się usatysfakcjonowany moją kulturalną bezczelnością wogóle nie zdając sobie sprawy z tego co powiedziałem.
zaraz po panu przyszła pani z gatunku (proszę laTTe z zaznaczeniem że to przez dwa ‚T’ albo proszę eKspreso przez ‚K’), myślę sobie bomba. lepiej pizdo bądź miła, dobrze ci radzę ;)
2 kapuchino!!!
ok robię… ubiłem przepiękną pianę do filiżanek, taką za którą wygrywa się konkursy albo można zabić. wlewam kawę do spienionego mleka a pani do mnie:
- ale proszę mi zrobić tak odwrotnie, żeby najpierw kawę a potem pianę!
APOGEUM. myślałem że wypalę jej oczy dwiema malutkimi białymi świeczuszkami z ikei.
- dobrze, to w takim razie proszę poczekać jakieś 10 minut aż powtórzę całą operację od nowa wg pani dyrektywy, ale zanim to zrobię muszę poszukać filiżanek bo te z moim cappucino były ostatnie.
KURWA KURTYNA W DÓŁ, czas do domu! ludzie to suki!

go go go

2 komentarzy

jadę.
uciekam.
ponownie.
macie tu na otarcie łez, (blu mi polecił) boskie:
www.belle.art.pl/schronisko/

medycyna pracy

1 komentarz

ciemną stroną wszystkich przyjemności jakie może dawać Ci praca, są urocze badania zlecane przez lekarza medycyny pracy zakrawające o próby pobicia rekordów guiness’a… przykład: sranie do białej plastikowej tubki o średnicy 2 cm i wysokości sześciu, ewentualnie przenoszenie pewnej substancji za pomocą łopatki dołączonej do zestawu (bez instrukcji) z tubką. COŚ PRZE – KURWA – STRASZNIE – OBRZYDLIWEGO. trauma na rok zapewniona.
dzięki Bogu czas mija i powoli dochodzę do siebie.
jakoś tak lubię przesiadywać w ‚cz.’, mam do niej sentyment powoli. powinienem powiedzieć, że zaczynam mieć.
i dobre było w sobotę to coś z pokruszonym lodem. muzyka chuda maksymalnie. a lose my breath destiny’s child dalej mnie jara jak przyszłoroczne trendy.


  • RSS