raff blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

koncert róisin był absolutnie z marchwi! ale dni mijają. m.i.a. na openerze a dolce&gabbana zaprezentowali co bedziemy nosic w 2009 roku, jesli tylko bedzie nas na to stac… BARDZO w moim guście. rB ma dzisiaj 6 lat i dlatego muzycznie czas na YAEL NAIM – NEW SOUL

DOLCE&GABBANA 2009
DOLCE&GABBANA 2009

santas!

4 komentarzy

to co? … wesołych świąt chyba… spóźnionych. święta są miłe bez śmierdzącego kompotu ze z zasuszonych śliwek. UGLY. santa!

modern

1 komentarz

nerwica natręctw się nasila!. wszystko 3 razy albo będzie źle. a dzisiejszy dzień fatalnie się zaczął w półmroku i taki w półmroku cały był do końca już. nie lubię wtorków. na kursie hip hop’u jestem prawie najstarszy, to mnie przybija, a gdyby tego było mało, braku wiary w moje możliwości dodaje mi fakt, że jestem też najmniej pamiętającym którąkolwiek z rutyn. chciałoby się powiedzieć I CAN’T DANCE – po prostu nie tańcz. zastanawiam się czy jechać do warszawy na warsztaty do agustin aguillera dance studio. chyba niebardzo. zobaczymy, może sylwester w tamtejszym studio 54? już nie wiem czego chcę i na co mam ochotę. siłownia jest męcząca bo pełna ludzi z wolą walki z tłuszczem i sadłem. zimą tak fajnie zrzucać, bo można powoli, perspektywa lata jest odległa. to chyba w tym tkwi sęk. (sęk tkwi?) święta bez nadziei, nie mamy choinki w krakowie bo nie ma na nią czasu. są gwiazdki na lodówce i lampki w oknach i to zasługa samej betiny bo ja mam jedynie czas żeby narysować coś świątecznego w komputerze. tak więc najbardziej przypominającoświąteczną rzeczą są dla mnie obecnie śniadania u jeff’s-a. praca jest niefajna kiedy ogranicza ją wiele realnych czynników. nie czuję się twórcą tak do końca. zbyt dużo mamy w naszym kraju ograniczeń, żadna nowość. taka słodka ta ekonomia i to wszystko. 5 kondygnacji jest gorsze niż np 11. bo na 11 lepiej zarobimy. pamiętajcie o tym dzieci drogie!. taka złota zjełczała myśl na dobranoc. dupa a nie zima. wracam

tańczę 2 razy w tygodniu – jeszcze słabo. zasypiam do pracy. maltretuję facebook’a. jak znajdę chwilkę idę na serową do warsztatu. szukam mieszkania… takiego na zawsze… nudy z budy. jakieś propozycje sylwestrowe?? … słucham …

pierwszy raz od 2000 roku naprawde cieszylem sie z wyniku wyborow. pierwszy raz moj wybor stal sie wyborem wiekszosci. jest dobrze, bo wreszcie nie bede musial ogladac tych organiczonych parszywych ryjow z samoobrony i lpr. a wisienka na torcie jest fakt, iz nie ma juz premiera parcha-ziemniaka-kurdupla. V


chyba nie pojadę na mtvema, ale za to pójdę na koncert roisin murphy w krakowie!!! taram, taram. nowa płyta!
ema07.jpg

MADONNA FEAT. PHARRELL WILLIAMS – THE BEAT GOES ON
pierwszy przeciek z najnowszego LP Madonny. jak to się ‚teraz’ mówi… SEXY??!?!!!??!!!?

godzinami możnaby pisać o tym jak było na coke live music festival 2007. pomyślałem sobie, że nie będę wam tego robił… potem pomyślałem, że muszę zrobić to dla siebie, bo jak za 10 lat przeczytam opis co tam się działo, będę w niewątpliwym ‚we wraźeniu’! zacznijmy od początku. na początku była Lilly Alone z zespołem pod batutą Eugeniusza Chmielniaka z OSP Czaniec. Zespół spisał się na medal i zatrzymał publiczność przy głównej scenie, a miał nie lada zadanie, bo w namiocie Coke równocześnie grała Orkiestra OSP Stara Wieś pod batutą Bogusława Świńczyka (ze świeżo wyczyszczonym puzonem – przejebane!). po Lilly poszliśmy jeść. hostessy Coca Coli rozdawały chleb ze smalcem, ale my mieliśmy chcicę na coś wytrawnego. dwa łyki World’s BEST Coffee i wróciliśmy na występ iCon i bandy smerfów. Wokalista krzyczał nawet zapytanie: ilu z nas kupiło już „Smerfne Hity 4: Najlepsze Czarne Ballady”? wstydziłem się krzyknąć, że mam wszystkie, przecież uwielbiam te składanki, mają takie silne przesłanie. iCon nie ruchał nikogo, ale do ruchania jeszcze wrócę. po, było wielkie ‚ś’ w pięknych marmurowych toaletach królewskich i przygotowania aby wrócić na czas i miejsce. o 11 miał zacząć się koncert tercetu Maxi Jazz, Sister Bliss i jednej jedynej Ewy Bem. Siła przekazu tego trio była tak ogromna (oszałamiająca), że niektórzy musieli odejść nieco od samej sceny. nawet najwięksi fani, którzy chodzą na ich wszystkie koncerty mówili tego wieczoru, że takiego aktu jeszcze nie słyszeli. nie zabrakło oczywiście piosenki, która stała się motywem przewodnim pierwszego dnia Coke Live Music Festival 2007 „wysyłam sms” (angielski tytuł: „miss you less”). zmęczeni wróciliśmy limuzyną iCon’a do domu (troche śmierdziała, bo spocił się na scenie), czas było nabrać siły na drugi dzień niebotycznych doznań… Drugiego dnia aż roiło się od wielkich gwiazd światowego formatu, jednak z uwagi na ograniczone miejsce na serwerze wspomnę jedynie dwie. Common powinien zdecydowanie przechrzcić się na Nobody Common po zaiste zajebistym występie, którego słuchaliśmy z jak najdalej od sceny położonej strefy z alkoholem (ku naszej rozpaczy alkohol nie sprawiał, że było nam wszystko jedno). Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, Nobody Common efektywnie wyczyścił miejsce pod sceną. teraz wszyscy (7 letnia Ola i jej tata też!) czekali już na dziedziczkę fortuny Ryan Air. po pewnym czasie na usta wszystkich cisneły się słowa pieśni madonny …”time goes by, so slowly” na przemian z „i don’t wanna hear, i don’t wanna know, please don’t say you’re sorry”. kiedy wkońcu Ruchana pojawiła się na scenie wszyscy oniemieli, nie spodziewaliśmy się że zacznie od mega hitu Alibabek „Remanent”. Potem było już tylko lepiej. publiczność wyśpiewała wszystkie szlagiery. A koncert zakończył się piosenką ikoną – utworem ‚parasolki’ marii koterbskiej w remiksie deep house krzysztofa krawczyka. było cudnie fajerwerkowo pięknie. wszyscy przy wyjściu dostaliśmy wiadro z polo COCKtą. niestety dzisiaj dowiedziałem się, że na czwartej scenie Krokusa grała beata kozidrak (artystka wykonująca piosenkę złoty deszcz under my umbrela, ela, ela, e, e, e) – kurwa jego mać!
niżej mini foto relacja…
clmf1.jpg
liljana ala ala a a a w piosence ‚short dick man’
clmf2.jpg
zaspany maksymilian dżezowski
clmf3.jpg
ryan air z podkładem alibabek


  • RSS